Jasna

Mehlemstrasse 17

Trawo - kobiercu tkany
Kałużą ostatnich dni
Szemrzesz z wolna
Kiedy Cię mijam

Wybiegasz na spotkanie
Otwarta i ufna
Popstrzona krokusami
Wstydząc się
Za ich rozdziawione pyski
Za ten fiolet zbyt banalny

Otwierasz się
Naiwna i spokojna
Ciesząc się lekko
Jakbyś nie była tutaj
Biała, z nieba,
Pożyczona od aniołów

Tylko nieznacznie
Cofam rękę
Wyciągniętą do uścisku
Plącząc się w myślach
Co dalej z nią począć
By Twoje dzieci –
Liliowe krokusy
Nie marły na moich oczach