Jasna

Piłka

Jak heban rącza piwnooka
Czarna jak święta ziemia
Wyrzeźbiona kształtnie Binette
Bawi się z białą niczym
Pierwszy przebiśnieg zatknięty
Dla blasku w ślubną suknię
Olgą

Ktoś - pewnie dziecko - wziął słońce w ręce
I cisnął w nieboskłon matczynego oceanu
Jakiś olbrzym niewidomy żarłoczny gigant
Popycha je żółcią z trzewi
I chłodzi skunksim oddechem

Dla zabawy dla rześkiej dziecinnej przyjemności

Dziewczynki gonią za piłką. Ona igra.
Przystając tu i ówdzie zaklina się że jest kulą
Czaszą ziemską spłaszczoną z wierzchołków
Od uderzeń kopnięć i ciosów
Pąkiem o orbitach z pisku i śmiechu

Ale co to za piłka
Kawał gąbki z wydartym okiem
Nadgryziony arbuz pozbawiony serca
Byle co znalezione gdzieś na dnie płaskiej doliny
Skarb dzieciństwa jakże brudny szary i brzydki

Binette przystaje. Węże jej zmyślnych warkoczy
Niby to przylepionych do czaszki
Równolegle z linią kości
Lśnią od potu

Oczy Olgi błyszczą od żaru pędu i szczęścia –
Mienią się wbrew lawinie drobnych kamyczków –
Szybkich oddechów nie do cofnięcia i złapania

To trawa połknęła im piłkę
Figlarna Binette chce capnąć
Wydrzeć ją zielonym zębiskom
Ale przystaje. Nachylona nad morzem trawy
Nad jej potokiem kropek i kresek
Nad jej zielonym łagodnym zboczem
Nad jej czołem pofalowanym leniwie
Nadsłuchuje

— kukmal, Olga, mrówka
mrówka idzie

Kładzie czarną
Jak spadająca gwiazda
Jak spopielały węgiel ręką
Brązową mrówkę
Niczym pierścień złoty
Na dłoń miękką cienką
Bielszą niż poranne mleko
I lniane prześcieradło

— das ist Amajze
Amajze

o Amajze