Jasna

Mój tata i kamień

Codziennie wieczorem, gdy było już bardzo ciemno Tata wracał po pracy do domu. Droga wiodła biedną, niebrukowaną ulicą, po środku której sterczał kamień - duży, obły i wyraźny – na tyle, że każdy – tutejszy i zagubiony wędrowiec omijał go bezbłędnie, nie czyniąc sobie krzywdy.
Ale Tata się potykał. Codziennie pojawiał się w domu brudny, w podartych spodniach i z obitymi kolanami. Początkowo nikt nie zwrócił uwagi na te wypadki, wypadki Ojca nie ujrzały Światła. Jednak gdy Tata zdarł już setki i setki spodni Mama poprosiła: - Jureczku, uważaj. Proszę, bądź ostrożny, a najlepiej omijaj kamień. Mimo to Tata nadal pojawiał się brocząc krwią ze stłuczonych kolan.
Któregoś dnia nogi Taty wyzdrowiały. Znikł też kamień. Zapytany, Tato rozwikłał zagadkę. Powiedział – wieczorem, gdy wszyscy spali, wziąłem łopatę i kamień wykopałem.