Jasna

Węgiel

Najmniejsi z cichych
Bracia bezrobotni
Poniżeni
Jak tylko poniżyć może
Brak pracy
Odmowa
I upływający bezowocnie czas

Bogaci wiedzą rzeczy na darmo
Nikomu niepotrzebni
Sami sobie zerem
O twarzach szarych jakby
Popiół i kamień wydrążyły w nich
Blizny

Ta kolejka po nic
Gdzie po raz pierwszy ujrzałam
Jak bezwzględny i okrutny jest świat
A życie mierne marnie boli
Ten brak zapachu w zapachu nędzy
Pomieszanie młodości ze starością
Jednakowo zbrukanej

To dno depresji
Wypełnionej monotonią łez
Wydały mi się piękne

Jak martwy węgiel
Skamieniały korzeń